Planowanie vs improwizacja: dwie metody pracy twórczej na przykładzie pisania książki

Problemy z napisaniem tekstu o większej objętości (powieść, opowiadanie) często wynikają z tego, że nie mamy na to sposobu. Dowiedz się, jakie są dwa przeciwstawne podejścia do tego zagadnienia i jak je wykorzystać.

Dzięki przeczytaniu tego wpisu:

  • dostaniesz 4 porady, jak pracować metodą planową;
  • dowiesz się, jakie są różnice między metodą planową a tworzeniem spontanicznym;
  • poznasz plusy i minusy obu podejść;
  • dowiesz się, która metoda jest lepsza.

Z pracą twórczą mam do czynienia niemal od zawsze. Pisałem powieści i opowiadania, nie podejrzewając, że w przyszłości będę je publikował. Robiłem to dla przyjemności, tak po prostu.

Na początku mojej drogi jako pisarz regularnie natrafiałem na pewien problem. Potrafiłem zacząć jakiś tekst, ale nie mogłem go skończyć. Im dalej w las, tym więcej drzew. Wielu twórców natrafia na tę samą przeszkodę. Ja poradziłem sobie dzięki zdobywaniu doświadczenia (im więcej czytasz i piszesz, tym jest Ci łatwiej) i wypracowaniu odpowiednich metod.

Podzielę się z Tobą moimi przemyśleniami na ten temat

Wszystko według planu

Zaczynam coś i mam świetny pomysł, ale nie potrafię skończyć” – to choroba, a najlepszym na nią lekarstwem jest dobry plan. 

Oto 4 porady, jak zrobić dobry plan:

  1. Oddziel tworzenie wizji od realizowania jej. Do głowy wpada Ci pomysł, więc otwierasz komputer i piszesz? To błąd. Najpierw posiedź w jakimś cichym miejscu i całkowicie zanurz się w wyobraźni. Niech świat, postaci i fabuła żyją w Twojej głowie. Nie spiesz się z przelewaniem tego na papier.
  2. Stwórz plan scena po scenie. Kiedy masz gotową wizję, weź coś do notowania i napisz plan. Możesz zadecydować, co będzie się działo w rozdziale pierwszym, co w rozdziale drugim i tak dalej. Potem każdą z części rozbij na poszczególne sceny lub wydarzenia. Zaznacz sobie w schemacie, kiedy wprowadzasz daną postać, twist fabularny czy element świata przedstawionego. Brzmi jak dużo pracy? Bo tak jest. Pisanie książki to spory wysiłek i nikt nie mówił, że będzie inaczej. 
  3. Możesz zrobić harmonogram. Czyli weź swój kalendarz i dla każdego rozdziału i sceny, jaką zawrzesz w powieści, wyznacz termin na napisanie. Po co zadawać sobie tyle trudu? Jeśli ogólnie masz mało czasu (praca, rodzina itp.) to porządny harmonogram pozwoli Ci ukończyć dzieło w szybkim tempie.
  4. Motywacja, dyscyplina i cel. Masz już swoją wizję (świat i postaci wręcz tętnią życiem w Twojej głowie), struktura książki jest przygotowana, rozdział po rozdziale (powstał plan i harmonogram).
    Jeśli jesteś zmotywowany, to dobrze, a jeśli nie, to lepiej odpuść od razu, zanim stracisz masę czasu – nie każdy musi być pisarzem. Dyscyplina to też kwestia Twojego charakteru. Czy będziesz w stanie trzymać się planu, który stworzyłeś? Czy odpuścisz po miesiącu? W utrzymaniu motywacji i dyscypliny pomaga dobrze określony cel. Znana i lubiana metoda SMART powinna wystarczyć. 

Photo by Halacious on Unsplash

Podejście wszystko według planu jest nieocenione, kiedy masz mało czasu na pisanie albo/i kiedy nie masz doświadczenia pozwalającego Ci przełamać „brak weny” (bo dobry plan jest z pewnością lekarstwem na brak weny).  Ale ta metoda ma też słabe strony.

 Potencjalne problemy i słabe strony tego podejścia:

  • jeśli jesteś słaby w planowaniu, to tylko się zniechęcisz;
  • pisanie według sztywnego planu może odbierać sporo frajdy;
  • planować trzeba umieć – zazwyczaj ludzie są w tym gorzej niż przeciętni: wyznaczają sobie nierealne terminy, nie wiedzą jak reagować, kiedy z przyczyn obiektywnych coś pójdzie nie tak. 

Dla mnie użycie tej metody było ogromnym krokiem naprzód w karierze, zwłaszcza pod kątem rozwijania warsztatu pracy. Dzięki niej napisałem powieść „Czerwień Humeru”. Samo pisanie zajęło mi zaledwie miesiąc (nie wliczam etapu wizji – ta powstawała dużo dłużej. Na spokojnie notowałem sobie wszystkie pomysły, a potem zrobiłem plan i harmonogram) i to pomimo, że w tamtym okresie pracowałem, a po pracy udzielałem się w organizacji pozarządowej. Żeby ukończyć dzieło w terminie, jaki sobie wyznaczyłem, musiałem wstawać po 5 rano i niestety wyeliminować różne rozrywki. Na miesiąc zmieniłem się w robota, ale byłem bardzo dumny z siebie i z końcowego efektu.

Książkę wydałem w młodym wydawnictwie, które niestety nie utrzymało się na rynku (dobił je koronawirus), ale niewykluczone że wydam „Czerwień Humeru” ponownie.

Dla szczególnie ciekawskich: w internecie po „Czerwieni Humeru” pozostała recenzja i strona sklepu, gdzie można zobaczyć okładkę.

Do diabła z planem, jedziemy na spontanie!

Co my pisarze kochamy w swojej pracy? Tworzenie czegoś nowego, przedstawianie pewnej historii, przekazywanie emocji albo wartości i ideałów? Oczywiście, że tak. Ale to nie wszystko. Niezwykłą przyjemność w pisaniu książki może dawać też sam proces.

Jeżeli masz trochę więcej czasu i potrafisz doprowadzić rzecz od początku do końca, możesz napisać powieść zupełnie bez planu. Wystarczy Ci wizja oraz kilka kluczowych elementów (np. główny bohater i ważne zdarzenie, które chcesz pokazać) i już możesz zacząć pracę.

Tą metodą napisałem „Źródło Mrozu”, powieść grozy która niebawem ukaże się na półkach księgarni (przedpremierowy fanpage znajdziecie tutaj). Stworzyłem tylko główne ramy i bohatera, a cała reszta powstawała na bieżąco. 

Dla porównania: przy metodzie planowej najpierw tworzysz, a potem realizujesz. Natomiast, kiedy piszesz „na spontanie” dzieje się to jednocześnie.

Pisanie „na spontanie”, cechy szczególne, plusy i minusy:

  1. Dla pisarza może to być niezła frajda. (Skoro nie masz planu, nie wiesz jak to się wszystko potoczy. Więc tworząc historię, w pewien sposób ją odkrywasz.)
  2. Łatwo odpłynąć i nadmiernie rozwinąć sceny, które będą nieistotne dla przeciętnego czytelnika.
  3. Akcja potrafi przybrać naprawdę niespodziewany obrót. 
  4. Bez planu jest większe ryzyko, że utkniesz w martwym punkcie. Możesz też zawędrować tak bardzo „w bok”, że odejdziesz od głównej linii i powieść stanie się po prostu zbyt dziwna.

Mnie pisanie ,,Źródła Mrozu” sprawiło mnóstwo frajdy. Stworzyłem bohatera, wrzuciłem go w pewną sytuację i obserwowałem, jak sobie radzi. Kiedy siadałem do danej sceny, przeważnie miałem wizję jedynie co do najbliższych wydarzeń. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy jakaś postać postępowała wbrew temu, co przewidywałem. Dzięki metodzie spontanicznej postaci same opowiadały historię, niekiedy przejmowały nade mną kontrolę. To niesamowite uczucie, kiedy bohater potrafi zaskoczyć pisarza, który go stworzył.

Photo by Mike Petrucci on Unsplash

Wynik starcia to remis

Która metoda jest lepsza? To zależy. Z przyjemnością pracowałem na oba sposoby i w przyszłości również zamierzam tak robić. Czasem wolę stworzyć solidny plan, a następnie go wykonać. Kiedy indziej lubię zacząć coś z mniej lub bardziej mglistą wizją, wziąć się do pracy i zobaczyć co z tego wyjdzie.

Obecnie pracuję nad opowiadaniami z dreszczykiem do słuchowiska ,,Dawki Grozy”. Każdą historię konstruuję metodą planową, ponieważ mamy sztywny harmonogram wypuszczania kolejnych odcinków, a prace trzeba skoordynować z terminami, kiedy lektor może nagrywać. Jest to przykład, kiedy pewniej czuję się wykorzystując plan.

Którą metodę ty powinieneś wybrać? Zastanów się nad mocnymi i słabymi stronami obu podejść, nad swoją sytuacją i nad tym, jak dobrze potrafisz pisać z planem, a jak bez planu.

Pamiętasz, jak napisałem na początku, że są to metody przeciwstawne? Tak naprawdę wcale tak nie musi być  Do każdej metody trzeba podchodzić elastycznie. Nikt nie powiedział przecież, że nie można zrobić mariażu spontanu z planowaniem. Bierz trochę z jednej metody i trochę z drugiej, aż wypracujesz sposób, który będzie do ciebie pasował.

 R. G. Sawicki

10.08.2020

Dodano do koszyka.
0 produktów - 0,00